Warszawa, 14 września 2004 r.

Drodzy Czytelnicy ¶Misji Dzisiajć!

 

Jestem dominikanką od matki Kolumby Białeckiej. Po rocznym przygotowaniu w Centrum Formacji Misyjnej i dodatkowym kursie językowym we Francji, w 1999 r. wyjechałam do pracy misyjnej w Kamerunie.       

Wiem, cywilizacja, modernizacja i postęp to wielkie hasła współczesnego świata. Ale ja wybrałam świadomie świat mniej cywilizowany, mniej zmodernizowany i mniej postępowy, żeby pomóc ludziom, wśród których pracuję, otworzyć okno na świat, na miarę zarówno moich, jak i ich możliwości fizycznych, psychicznych i finansowych.

Moją wielką pasją jest rolnictwo. Nie ma czemu się dziwić. Pochodzę z rodziny rolniczej i tradycje rolnicze tkwią we mnie głęboko. Przed wstąpieniem do zakonu ukończyłam technikum hodowlane. Gdy zobaczyłam w Kamerunie ogromne połacie ziemi leżącej odłogiem i głodujących ludzi, coś we mnie zaczęło krzyczeć i nakazywać, aby zachęcać ludzi do pracy na roli. Z owoców pracy własnych rąk mogliby oni nakarmić nie tylko własne rodziny. W ramach wspólnoty zakonnej zaczęłam organizować różnego rodzaju spotkania i sesje, aby uświadomić im wartości ziemi, którą posiadają, a następnie nauczyć prostych metod uprawy. Już na początku modernizacji ich życia wioskowego doszłam do wniosku, że trzeba zacząć od młodzieży, która jest bardziej otwarta na nowości.

Dwa lata temu w jednej z naszych wiosek o nazwie Gado założyłam Rodzinną Szkołę Rolniczą. Wzorem organizacyjnym była dla mnie podobna szkoła we Francji (Maison Rurale). Nauka w naszej szkole trwa 3 lata. Charakterystyczne dla niej są naprzemienne zajęcia teoretyczne i praktyczne, czyli dwa tygodnie teorii i dwa tygodnie praktyki. Uczniowie mają za zadanie myśleć przede wszystkim praktycznie, sprawdzając poznane metody. Ta szkoła jest dla nas wielką nadzieją. Wierzę, że absolwenci tej szkoły zmienią ponure oblicze wiosek i rolnictwo zakwitnie nie tylko w naszym regionie, oczywiście na miarę miejscowych możliwości. Może brzmi to zarozumiale, ale naprawdę jestem przekonana o potrzebie istnienia tej szkoły właśnie tutaj w Afryce i wierzę mocno w jej przyszłe dobre owoce. To jest mój cel, choć jego realizacja jest bardzo trudna. Napotykamy tak dużo przeciwności, że czasami brakuje sił do stawienia im czoła. Pomóżcie nam przez modlitwę i ofiarowanie w tej intencji swojego cierpienia. Potrzebna nam jest też pomoc materialna, która by wsparła funkcjonowanie tej szkoły. Poszukujemy również narzędzi rolniczych, np. pługów, które by mogła pociągnąć jedna krowa, ponieważ chcemy nauczyć spulchniania ziemi tutejszych mieszkańców.

Liczę na Waszą pomoc.

Z Bogiem

S. Tadeusza Frąckowiak, dominikanka, Kamerun