Kochani Przyjaciele Misji!
Chciałabym się z Wami
podzielić, jako wolontariuszka, refleksją z pracy misyjnej w Togo. Wraz z
siedmioosobową grupką młodych ludzi (trzy osoby
z Włoch, dwie z Filipin i po jednej z Anglii i Polski) pracowałam pod opieką
sióstr kanosjanek na misji w Togo. Wspólnie odbyliśmy kilkumiesięczną formację w Rzymie, gdzie uczyliśmy się
języka francuskiego, życia wspólnotowego i poznawaliśmy kulturę
afrykańską.
Siostry kanosjanki pracują w różnych częściach
świata i zapraszają do pomocy wolontariuszy na
miesiąc, rok lub dwa lata. Mimo, że czasem nie było łatwo udało nam się wytrwać
na misjach 12 miesięcy. Opuściliśmy
nasze rodziny, przyjaciół, porzuciliśmy pracę i wyruszyliśmy tam, gdzie brakuje miłości i zrozumienia.
Nasza misja znajdowała się ok. 20 km od stolicy.
Otoczona była zewsząd mnóstwem małych
afrykańskich wiosek, do nich prowadziło wiele krętych i piaszczystych ścieżek.
Wielu pyta jak wygląda dzień w Afryce? Dzień do
dnia w Togo jest bardzo podobny do siebie. Słońce zawsze wschodzi przed 6.00. i zachodzi po 18.00. Każda mama z samego ranka idzie na swoje
poletko, aby szukać pożywienia dla swojej rodziny, potem
wraca do wioski i na palenisku przed domem przygotowuje
symboliczny posiłek, a następnie dzieci siadają i rączkami jedzą z misy przygotowaną przez mamę, np. smażoną lub gotowaną
kukurydzę, liniam, maniok czy też inny
afrykański specjał. Najmniejsze kilkumiesięczne dzieciątka przywiązane do
pleców swoich mam lub starszych
sióstr towarzyszą im we wszystkich pracach domowych. Częstym obrazkiem tutaj są maluchy z ogromnymi
brzuszkami i te brzuszki wcale nie
są oznaką sytości, a wręcz przeciwnie, głodu i infekcji, wywoływanych przez bakterie, które biorą się, np. z brudnej wody czy
też nieczystych owoców. Tu głód jest czymś bardzo normalnym i tu często je się tylko raz dziennie.
W Afryce praca nikomu nie jest obca, tu już 8-letnia Chantale potrafiła przygotować
posiłek dla całej rodziny i mała 5-letnia Gloria wiedziała jak się opiekować swoim kilkutygodniowym braciszkiem, a 10-letni
Szymon, którego rodziców nie stać
było na opłacenie szkoły, cały dzień pomaga ojcu w młynie. Tu człowiek bardzo szybko uczy się odpowiedzialności i
dojrzałego życia.
Większość Togijczyków to analfabeci.
Dlaczego? Dlatego, że szkoła jest
płatna.
Często, gdy zawoziliśmy chorych do lekarza okazywało się, że nie znają swojego wieku, opowiadali
wtedy co pamiętają z dzieciństwa i w ten
sposób lekarz mógł w przybliżeniu określić ich wiek.
Głód i choroba to dramatyczna rzeczywistość Afryki.
Ludzie tu umierają z prozaicznych
powodów. Pamiętam jak pewnego
wieczoru przyszła do naszej misji skaleczona dotkliwie kobieta – szybko zawiozłam ją do miejskiego szpitala, gdzie lekarz
zamiast opatrzyć jej szybko rany, dał mi wykaz rzeczy, które muszę kupić w aptece – zaczynał się ten wykaz od
jednorazowych rękawiczek przez opatrunki i
plastry, ponieważ szpital był tak biedny, że nie miał na wyposażeniu nawet tych podstawowych środków. A ranna kobieta
siedziała przez ten czas w poczekalni, omdlewając. Takich przypadków na misji mieliśmy bardzo wiele.
Siostry i my wolontariusze zawsze staraliśmy się
pomóc w miarę naszych skromnych możliwości wszystkim proszącym o pomoc. Często na myśl przychodziły mi
słowa Ewangelii: „Cokolwiek
uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mieście uczynili”. Należy pamiętać, że chorych i cierpiących
znajdziemy nie tylko w Afryce, jest ich mnóstwo wokół nas, więc powinniśmy
starać służyć im pomocą. Możemy„misjonować” wszędzie, także środowisku pracy, i
tam, gdzie żyjemy. Toteż warto wziąć sobie do serca te słowa Jezusa.
Serdecznie Was pozdrawiam i polecam Panu. Szczęść
Boże!