Kochane Siostry!
Serdecznie dziękuję za wiadomości z Polski. My tutaj w Kongu żyjemy innym czasem. Cywilizacja oddala się od nas coraz bardziej. Wy macie pocztę, fax, Internet, pociągi, samoloty, a my średniowiecze. W tej chwili jedynym środkiem lokomocji jest rower, w którym opony zamiast dętką są wypełnione trawą. W ten sposób przywożeni są chorzy do naszego szpitala, często z odległości ponad 200 km. Chyba nie przesadzam, mówiąc że cofamy się w rozwoju. Miejscowi ludzie zdają sobie sprawę z tego wielkiego podziału między bogatymi i biednymi, ponieważ słuchają wszechobecnego radia, przez które docierają wiadomości z całego świat. Ono też podżega do wojny domowej, podczas której zginęło już dwa i pół miliona Kongijczyków. Wojna ta musi się toczyć, bo bogaci potrzebują diamentów, złota, które chcą mieć za darmo, dlatego dostarczają broń do Konga bez ograniczeń. W międzyczasie podpisywane są się różne rozjemcze umowy, a kraj wciąż podzielony i praktycznie wojna się nie kończy, choć w teorii już się „skończyła”. Skutki tej wojny będziemy odczuwać jeszcze długo. Niszczyć coś jest o wiele łatwiej niż potem naprawić. W naszej okolicy zniszczenia są znaczne i to pod każdym względem.
Do kęski wojny dołączyła się w tym roku klęska suszy. Deszcz przestał padać w połowie pory opadów, tzn. w styczniu. Ci, którzy siali w późniejszym terminie – tracili wszystko. Ludzie już teraz jedzą tylko jeden posiłek dziennie z manioku i jakiejś zieleniny W warunkach kongijskich właściciel pola z dnia na dzień może stracić wszystko, co go kosztowało parę miesięcy ciężkiej pracy. Straszny głód zapowiada się w naszej okolicy. Jestem przerażona co będzie za trzy miesiące. Wszyscy kierują wzrok na misję. Codziennie przed drzwiami i na drodze ciągle się słyszy – jestem głodny. Do naszego Ośrodka dożywiania przyniesiono kilko dzieci w wieku 1 roku, które ważyły 3,5 – 4 kilogramów. Również dzieci w wieku szkolnym są ofiarami głodu, z tego powodu na lekcjach są ospałe. Wyobraźcie sobie, że dziecko rano idzie z rodzicami w pole, wraca w południe i idzie do szkoły. Rano nic nie je, w południe nic, dopiero po powrocie ze szkoły wieczorem zje jakąś zieleninę bez soli i tłuszczu. Jest prawie 75% dzieci, które nie jedzą posiłków przed pójściem do szkoły.
Dwa lata temu niektórzy mieszkańcy wioski zaczęli hodować trzodę chlewną. Dzisiaj prawie 80% rodzin hoduje trzodę. Trudno jest nazwać do hodowlą, bo wszystko chodzi na wolności, by znaleźć sobie pożywienie. Wszyscy jednak stwierdzają, że mimo zniszczeń, jest to duża pomoc w wyżywieniu lub uzyskaniu ze sprzedaży trochę pieniędzy n ubranie, opłaty szkolne, czy szpitale w razie potrzeby i bez zaciągania długu.
Pozdrawiam wszystkich Misjonarzy i Misjonarki, szczególnie tych, którzy pracują na terenach dotkniętych konfliktem, a Bóg w swojej dobroci niech błogosławi wszystkim.
Szczęść Boże!
S. Teodora Sarzyńska FMM