Dana
mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody...
Uczcie ich zachowywać wszystkiego co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami
przez wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt. 28. 18-20).
Jezus
Chrystus, któremu Bóg-Ojciec oddał władzę nad całym światem,
wysyła swoich uczniów do wszystkich narodów globu ziemskiego, aby przekazywali
im Jego Ewangelię.
Dziś Kościół również
wysyła misjonarzy do wszystkich zakątków świata. Reprezentują oni
różne narody, kultury, tradycje i do różnych krajów zostają posłani. Jezuicki teolog
z Azji Michael Amaiados w artykule Misje: od Vaticanum II w nadchodzącą dekadę
czyni ciekawe spostrzeżenie: misjonarze nie powinni być tylko
posłani, ale także zaproszeni i zaakceptowani... Muszą zaakulturować się -tzn.
nauczyć języka, zaadaptować do nowego sposobu życia, klimatu itd.., aby mieć
efekty. Mają oni specjalną rolę mediacji pomiędzy lokalnymi
Kościołami. Kościołowi lokalnemu, który ich wysłał,
przynoszą z powrotem bogactwa, których doświadczyli w Kościele, gdzie pracowali..
Weźmy przykład konkretny. Gdy polski misjonarz wyjeżdża na misje np. do Afryki
zabiera ze sobą nie tylko wiedzę teologiczną, doświadczenie, ale również
wartości duchowe, które wyniósł z domu rodzinnego, parafii,
formacji kapłańskiej czy zakonnej, i to wszystko przekazuje Kościołowi
lokalnemu, w którym pracuje, ludziom, do których został posłany,
a równocześnie przyjmuje pewne wartości w miejscu pracy, które go ubogacają i z
tymi wartościami wraca potem do ojczyzny. Przy tym godne
zastanowienia są słowa bpa anglikańskiego Kenneth Cragg z
Kairu: Pierwszym obowiązkiem tego, który zbliża się do innego
kraju, narodu, kultury.., jest zdjęcie obuwia, albowiem, miejsce do którego się
zbliżył jest święte... mógłby bowiem zapomnieć o tym, że Bóg tam
był przed jego przybyciem. Potwierdzają to różne prace
magisterskie czy doktorskie misjologów, którzy w tradycjach pierwotnych
ludów Afryki, Azji, czy Ameryki odnajdują ślady wiary w Boga, zapowiedź Wybawiciela
i często wysoką etykę plemienną.
Misjonarze katoliccy w
Afryce ojcowie biali pochodzili przecież z tych samych
krajów, co kolonizatorzy. Stąd też Ewangelia, którą głosili
była niezrozumiała, czasem niechętnie przyjmowana, ponieważ wzywali do
porzucenia obyczajów pogańskich. Taki sposób myślenia pozostał nawet, po
uzyskaniu przez te kraje niepodległości. Na szczęście ziarno
Ewangelii zaowocowało powołaniami rodzimymi. Współpraca
misjonarzy, najczęściej z zakonów męskich czy żeńskich z rodzącym
się klerem rodzimym sprzyjała powstawaniu różnych ruchów religijnych,
stowarzyszeń, grup charyzmatycznych, adaptacji liturgii do rodzimych tradycji.
Często młody kler tubylczy, potrzebował dojrzeć do swoich
zadań, toteż często korzystał z rad misjonarzy. Zapewnienie posługi
duszpasterskiej przez kler diecezjalny, pozwalało zakonom rozwijać apostolstwo
po linii charyzmatów swoich założycieli. Toteż zakonnicy czy siostry zakonne
mogły bardziej zająć się szpitalnictwem, szkolnictwem,
przygotowaniem ludzi młodych do zawodu, a zakony kontemplacyjne
modlitwą. Wielorakość zadań w służbie Kościoła powszechnego i lokalnego wymaga
współpracy wszystkich tych, którzy sprawują władzę oraz tych, którzy
są wykonawcami ich programów.
Módlmy
się więc, aby poprzez wielorakość charyzmatów pogłębiała się współpraca
zgromadzeń misyjnych z Kościołami lokalnymi.