Kochani!

 

Nowosybirsk to miejsce pracy także kapłanów, sióstr i kleryków z diec. legnickiej. Znajduje się w azjatyckiej części Federacji Rosyjskiej. Powstało w 1893 r., jako Nowa Wieś. W byłej ZSRR był to rejon łagrów sowieckich; od 1930 r. jest stolicą kraju Zachodniosyberyjskiego, a od 1937 r. – obwodu, który obejmuje obszar 178,2 tysiąca kilometrów kwadratowych i ok. 3 miliony mieszkańców. Sam Nowosybirsk jest największym miastem Syberii, którego teren zamieszkuje ponad 1,5 miliona mieszkańców. W minionym roku nowosybirska katedra obchodziła dziesiątą rocznicę istnienia. Całe miasto ma tylko dwie rzymsko-katolickie parafie.

 

Na terytorium parafii ojców franciszkanów znajduje się Dom Dziecka imienia św. Mikołaja, który prowadzą siostry elżbietanki. Mozolną pracę właśnie tych chciałem Wam przybliżyć.

 

Pomysł wybudowania Domu dziecka św. Mikołaja powstał w 1991 r. Fundusze na dom zostały pozyskane dzięki ofiarności niemieckiej Caritas. I tak wszystko się zaczęło… W 1996 r. dom św. Mikołaja stał się schronieniem dla wielu sierot i dzieci z rodzin patologicznych. Chociaż władze państwowe wcześniej wyraziły zgodę na budowę domu, to w chwili pojawienia się dzieci, rozpoczęły się problemy. W nowosybirskim Domu św. mikołaja są dzieci różnych wyznań – katolicy, prawosławni, muzułmanie i inni. W prasie, radiu i telewizji zaczęto padać informacje, że jakoby siostry namawiały dzieci do zmiany wiary. Wiadomo jest, że kiedy przychodzi niedziela czy jakieś święto, dzieci same wybierają, gdzie chcą świętować. Jesteś jedynie problem z zapewnieniem katechezy dla dzieci z innych Kościołów i religii. Na przykład duchowni prawosławni nie chcą podjąć się współpracy, mimo propozycji ze strony dyrekcji domu.

 

 W Domu oprócz sześciu sióstr, pracuje jeszcze personel świecki. Są to wychowawcy, kucharze, lekarze, pedagog, logopeda, psycholog, pielęgniarka i inni specjaliści zajmujący się dziećmi, którzy przychodzą na swe dyżury w określone dni. Jak w każdej rodzinie, tak i w Domu św. Mikołaja jest wiele problemów. Szczególnie dotyczą one wychowanków w tzw. trudnym wieku dojrzewania. Dzieci te uciekają, a potem wracają, bo nie mają, gdzie pójść. Siostry maja też ok. 50 niemowlaków. Najczęściej niemowlęta są w grupie tylko dla nich przeznaczonej, jednak, aby nie rozdzielać rodzeństwa, powstają także grupy mieszane. „Dzieci tak bardzo są do nas przywiązane, że wołają do nas mama – mówi jedna z sióstr pracujących w Domu św. Mikołaja. Jednak jesteśmy przekonane, rodziny nigdy im nie zastąpimy…”. Dlatego Dom Dziecka raz w miesiącu daje każdemu z wychowanków możliwość wyjazdu do domu rodzinnego, do krewnych, o ile oczywiście dziecko ich ma. Żadne z dzieci dotąd nie zrezygnowało z tego prawa, nie zważając na to, że niektórzy rodzice mieszkają dosłownie w szopie i że ich stosunków z dziećmi nie można nazwać rodzinnymi. Po powrocie od rodziców dziecko najczęściej może powiedzieć tylko jedno: a mama znów była pijana… Starsze dzieci mogą, co jakiś czas odwiedzić swoich rodziców, którzy przebywają w więzieniach. Jednak to są ogromnie trudne wizyty, które młodzież bardzo przeżywa i odkłada w czasie… Nie brakuje również problemów finansowych. Dom utrzymuje się z ofiar ludzi dobrej woli. Pieniędzy jest wciąż niewiele, a potrzeby nieustannie mnożą się. Od władz państwowych siostry otrzymują dla prowadzenia domu tylko podstawowe produkty żywnościowe. Na pozostałe potrzeby domu siostry muszą same zdobywać pieniądze.

 

Tak w bardzo wielki skrócie można opisać pracę na misjach w Nowosybirsku. Siostry, choć mają wiele zmartwień i kłopotów, nie poddają się, ale mężnie sieją Słowo Prawdy na syberyjskiej ziemi…

 

 kl. Łukasz Langenfeld