Gdzie się rodzą powołania?
Hartowane w piekle wojny
Moi rodzice, Anna z domu Bochenek i Jan Augustyn, pochodzili
z Olpin (diec. tarnowska), gdzie wzięli ślub w tamtejszym kościele parafialnym.
W czasie II wojny światowej nasza rodzina bardzo ucierpiała od Niemców, którzy
zastrzelili brata taty. Ojcu udało się uciec do sąsiedniej wioski, gdzie
musiał się ukrywać do końca wojny. Niemcy za karę uwięzili moją mamę, która
była wówczas w błogosławionym stanie ze mną, a czworo mojego młodszego
rodzeństwa zostało pod opieką babci. W więzieniu mama gorąco się modliła i jej
niezachwiana wiara poruszyła niebo, które odpowiedziało cudem uwolnienia jej z
więzienia po 3 tygodniach. Pomimo tych bolesnych przeżyć mamy, szczęśliwie
przyszłam na świat 16 marca 1945 r. Po dwóch dniach zostałam ochrzczona i
otrzymałam imię Józefa.
Kształtowane
w codzienności
Heroizm mojej mamy miał duży wpływ na moje życie religijne i
ukształtował we mnie powołanie zakonne. Od dziecka lubiłam się modlić.
Odmawiając często nowennę do Matki Bożej Nieustającej Pomocy, pisałam do Niej
różne prośby, np. o silną wiarę, o łaskę wstąpienia do klasztoru. Codziennie
wieczorem rodzice modlili się wspólnie z nami, odmawiając jedną część różańca,
a rano śpiewali Godzinki. Dali nam przykład osobistej modlitwy i życia wiarą, w
świetle której rozwiązywali trudności osobiste i rodzinne. Uczyli nas
pracowitości, ofiarności oraz wrażliwości na chorych i biednych. Rodzice,
szczególnie mama, przykładem swojego życia kształtowali nasze serca do życia z
Chrystusem. Przed rozpoczęciem lekcji w szkole mama wysyłała nas na Mszę św.,
co miesiąc na pierwszy piątek i do spowiedzi św. W dzień I Komunii św.
powiedziała mi cenne słowa: „Józiu, ciesz się, bo od dziś będziesz mogła
codziennie przyjmować Jezusa do swego serca”. Tatuś też rozmawiał z nami na
tematy religijne, lubił czytać nam Biblię i często doradzał nam: „Proście Boga
o mądrość jak Salomon”. Mama, troszcząc się o nasze zbawienie, też często nam
powtarzała: „Dzieci dbajcie o to, żebyście się wszystkie zbawiły”. Często
mówiła do mnie prostymi zdaniami, ale pełnymi treści, które świadczyły o jej
głębokim życiu wewnętrznym.
Utwierdzane w domowym zaciszu
Słowa mamy były dla mnie lekcją prawdziwej mądrości życia,
do dziś je pamiętam: „Józiu, codziennie jesteśmy bliżej nieba, Jezus i Maryja
powinni być najważniejsi w twoim życiu! Jeśli chcesz uprosić u Pana Jezusa
każdą łaskę, to tylko przez post i modlitwę”. Uczyła nas też
zwracać się w modlitwie do Chrystusa w Eucharystii. Wstawała zazwyczaj wcześnie
rano i biegła na Mszę św., aby z Komunii św. czerpać siłę do wypełniania
codziennych obowiązków. Byłam świadkiem, jak mama nie tylko modliła się za nas,
ale dużo pościła w naszych intencjach, a szczególnie o wytrwanie w powołaniu.
Przykłady głębokiego życia religijnego rodziców oraz ich
małżeńskiej wierności są dla mnie i dla moich młodszych braci: Józefa –
jezuity i Stanisława – redemptorysty, pracującego w Boliwii, wielkimi darami
duchowymi, za które jesteśmy im bardzo wdzięczni. Życie rodzinne było dla nas
trojga dobrym przygotowaniem do późniejszego życia zakonnego, a dla mnie i
Stanisława dodatkowo – misyjnego.
S. Tadea Augustyn OP