Oblicze Chrystusa w Azji
Szukanie odpowiedzi
"Żaden człowiek, żaden naród ani żadna kultura nie są wyłączone z wezwania Jezusa, który przemawia z samego serca swojej ludzkiej natury. Ludy Azji, kontemplując Jezusa w Jego ludzkiej naturze, odnajdują odpowiedzi na swoje najgłębsze pytania, wypełnienie swych nadziei, wywyższenie swojej godności i pokonanie zwątpień. Jezus jest Dobrą Nowiną dla ludzi wszystkich czasów i miejsc, którzy poszukują sensu egzystencji oraz prawdy swojego człowieczeństwa" (Ecclesia in Asia, 14).
W Kazachstanie
Każdy nasz przyjazd do Burundaja, Esika czy innej małej wioski, to było święto dla tych kilku osób. Jeździliśmy tam tylko raz w miesiącu, zawsze w drugą sobotę miesiąca. Pokonywaliśmy razem z księdzem Józefem, który w Kazachstanie mieszka już dziesięć lat, kilkadziesiąt kilometrów. To jego parafia, wioski, do których dociera tylko raz w miesiącu. W niektórych jest "prawdziwa" kaplica, z ławkami i obrazami, z ołtarzem. Pamiętam jak w jednej z nich parafianki skarżyły się, że nie mają "darochranitelnicy", czyli tabernakulum. Bo nie stać ich na złotą, metalową, a w drewnianej skrzynce jakoś nie wypada zostawiać Pana Jezusa. W innej wiosce nie ma kaplicy, Msza św. odbywa się w domu, w dużym pokoju lub w kuchni. Figura Matki Bożej stoi na telewizorze, obraz Jezusa Miłosiernego na lodówce, pośrodku stoi kuchenny stół, zwykłe świece. Ale liturgia jest niezwykła.
Do przyjazdu księdza wierni modlą się na różańcu. Nie umiem określić, w jakim języku. Czasem to rosyjski, czasem polski, czasem niemiecki. W każdej tej kaplicy jest zestaw modlitewników i śpiewników w tych językach. Niemców już coraz mniej, ale potomków polskich zesłańców jeszcze wciąż wielu. To już dzieci zesłanych w step przez Stalina - nauczeni od dzieciństwa modlitw po polsku, uczą tak samo swoje dzieci. Gdy wchodzimy do kaplicy, słyszymy "Zdrowaś Marija, laski pelna…" ze wschodnim zaśpiewem.
Modlono się w tajemnicy
W Żarkiencie katolików jest tylko dziesięciu. A jednak o. Eliot czy o. Rajmund przyjeżdżają tu dwa razy w miesiącu. Dlaczego to miejsce jest wyjątkowe? Kilka lat temu, gdy rozpadł się Związek Radziecki, a Kazachstan uzyskał status niezależnego państwa i różne Kościoły już legalnie mogły się rejestrować, jedna rodzina z tej małej miejscowości zwróciła się do nuncjusza apostolskiego, aby przysłał im księdza. Wioska jest mała, nie wszystkie domy mają wodę czy prąd, brak pieniędzy, pracy i nadziei powoduje, że większość mieszkańców znieczula się na rzeczywistość alkoholem. Jak wjechałam do innej miejscowości, do Saryozik, nie mogłam uwierzyć, że w takich warunkach mogą mieszkają ludzie w XXI wieku. Chatki z gliny i słomy, naruszone ostrym stepowym klimatem. Naprawdę smutny widok. Trudno uwierzyć, ale przez wiele lat komunizmu w jednej rodzinie modlono się w tajemnicy. To dorośli ludzie, którzy jeszcze nie przyjmują sakramentów, ale ciągłość modlitwy przetrwała i teraz ksiądz prowadzi dla nich zajęcia katechezy.
Módlmy się, aby wspólnoty chrześcijańskie również w innych państwach w Azji trwały w Chrystusie. By swoją modlitwą i świadectwem głosiły Dobrą Nowinę.
Ewa Szymańska